Dzisiaj mija rok od wypadku Beniaminka. 5 marca 2012 roku nasz synek trafił do Piekar z podejrzeniem uszkodzenia naczyń krwionośnych. Nikt z nas nie wiedział, jak zakończy się ta historia. Nikt nawet przez chwilkę nie pomyślał, że Benio będzie musiał tak wiele wycierpieć, znieść tak ogromne doświadczenie i BARDZO szybko dorosnąć. Jezus wiedział, dlatego posłał ludzi, którzy nam pomogli. Jestem wdzięczna Bogu, że w morzu cierpienia i dolinie rozpaczy przynosił światło nadziei, doskonały pokój i mimo wszystko siłę, by unieść to trudne doświadczenie i zwyciężyć. Dzisiaj, rok od wypadku nasze życie wygląda zupełnie inaczej. Benji porusza się na protezie, ja pomagam mu wrócić do w miarę normalnego życia. Nie pracuję, jestem z Benem w domu. Nie jest mi łatwo, nachodzą mnie różne myśli i pytania, chyba jak każdego człowieka. Czasem płaczę w ukryciu i modlę o siły. Cieszą mnie maleńkie drobiazgi. Patrząc na mojego małego Benia wtedy i dziś, widzę, że on się nie poddał.Był i jest cały czas dzielnym chłopcem. Odważny, niepokonany i zdeterminowany. Podziwiam go za to.Wiem jedno,że Bóg go nie zostawił ani nie porzucił. Cały czas trzymał go blisko i tulił w ramionach. To mnie uspokaja i daje pocieszenie. Nie wiem, co Bóg przygotował dla mojego synka ale ufam, że są to dobre i niesamowite rzeczy, wydarzenia i historie. Cześć Najwyższemu, że z ust dzieci zgotował sobie chwałę i uwielbienie!!! Pozdrawiamy Was w dniu, gdy mija rok od wypadku Bena. Z Bogiem kochani!